SS-Sonderkommando Belzec

Grupa mężczyzna w niemieckich mundurach na tle białego domu.

Powstanie obozu pracy

Przed wybuchem II wojny światowej Bełżec był niewielką miejscowością położoną w powiecie rawskim, w województwie lwowskim, zamieszkaną przez Polaków, Ukraińców i Żydów. Wraz z rozpoczęciem wojny znalazł się w niemieckiej strefie okupacyjnej, na pograniczu Generalnego Gubernatorstwa i ZSRR. W maju 1940 r. Niemcy utworzyli tu obóz pracy o charakterze fortyfikacyjnym. W ciągu kilku miesięcy osadzono w nim ponad 11 tys. więźniów, w tym Sinti, polskich Romów, Żydów i polskich chłopów. Komendantem tego obozu był SS-Sturmbannführer Hermann Dolp.

Grupa kilkudziesięciu osób z łopatami pośrodku podłużnego rowu.
Budowa linii nadgranicznej w 1940 r.

Lokalizacja

Po ataku Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r. Bełżec znalazł się na styku trzech dystryktów Generalnego Gubernatorstwa – lubelskiego, krakowskiego i Galicji – na terenie których mieszkało łącznie około miliona Żydów. Lokalizacja miejscowości w pobliżu linii kolejowej łączącej Warszawę ze Lwowem, a także sąsiedztwo stacji węzłowej w Rawie Ruskiej sprzyjały jej wykorzystaniu do uruchomienia pierwszego z obozów akcji „Reinhardt”. Wybór ten został prawdopodobnie zaproponowany dowódcy SS i policji w dystrykcie lubelskim Odilowi Globocnikowi przez członków wcześniejszej załogi obozu pracy. Pierwsza grupa SS przybyła do Bełżca w drugiej połowie października 1941 r.

Zdjęcie lotnicze, teren poobozowy w kształcie przypominającym kwadrat o jasnym kolorze, dookoła pasma zieleni.
Zdjęcie lotnicze terenu poobozowego z 1944 r.

Budowa SS-Sonderkommando Belzec

Budowę obozu zagłady rozpoczęto 1 listopada 1941 r., a zakończono prawdopodobnie na przełomie lutego i marca 1942 r. Teren obozu obejmował około 7 ha. Został on otoczony podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego, w środku którego ustawiano rzędem drzewa iglaste, a dla dodatkowego maskowania wpleciono też ścięte gałęzie. W każdym z narożników stała wieża strażnicza, a dodatkowa wieża obserwacyjna znajdowała się w centralnej, wyżej położonej części obozu.

Czarne długie gwoździe na białym tle odkryte podczas badań archeologicznych na terenie poobozowym.
Gwoździe odkryte podczas badań archeologicznych na terenie poobozowym

Pierwszą grupę robotników stanowili mieszkańcy Bełżca i okolic – około 20 mężczyzn, którzy wznosili trzy pierwsze obiekty, zupełnie nieświadomi ich przyszłego przeznaczenia. W pracach budowlanych uczestniczyli również strażnicy (wachmani) z ośrodka szkoleniowego w Trawnikach. 23 grudnia 1941 r. miejscowych robotników zwolniono, a w ich miejsce przywieziono co najmniej 120 Żydów zatrzymanych w pobliskiej Lubyczy Królewskiej. Członkowie tej grupy dokończyli budowę obozu, po czym w lutym lub na początku marca 1942 r. zostali zamordowani w trakcie testowania komór gazowych.

Obóz w Bełżcu był pierwszym ośrodkiem zagłady, w którym zbudowano i zaczęto wykorzystywać stacjonarne komory gazowe. Początkowo do uśmiercania ofiar używano m.in. sprężonego dwutlenku węgla z cylindrów, jednak wkrótce zastąpiono go spalinami wytwarzanymi przez silnik zdemontowany z sowieckiego czołgu.

Silnie skorodowany, metalowy fragment instalacji w kształcie litery „T”, odnaleziony na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady. Artefakt składa się z pionowej rury z szerokim kołnierzem u dołu oraz poprzecznej głowicy z licznymi, małymi otworami na końcach, przypominającymi sitko. Obiekt jest pokryty grubą warstwą rdzy i wżerami, a w górnej części trzonu widoczne jest pęknięcie.
Fragment instalacji używanej do wtłaczania spalin do komór gazowych, odnaleziony na terenie poobozowym

Topografia obozu

SS-Sonderkommando Belzec był podzielony na dwie strefy. W tzw. obozie dolnym (obóz I) odbywało się przyjmowanie transportów, rozbieranie przywiezionych osób oraz golenie włosów kobietom i dziewczętom, natomiast w obozie górnym (obóz II) przeprowadzano proces uśmiercania ofiar. Obie części oddzielało ogrodzenie z drzew iglastych, pełniące funkcję maskującą. Do komór gazowych prowadziło specjalnie wydzielone, ogrodzone przejście, określane mianem „śluzy” (niem. Schlauch).

Rysunkowy plan obozu zagłady w Bełżcu przedstawiający rzędy prostokątnych baraków, drzewa, duże puste przestrzenie oznaczone jako dziedzińce
Plan obozu w Bełżcu sporządzony przez Józefa Bau zamieszczony we wspomnieniach ocalałego z Zagłady Rudolfa Redera wydanych w 1946 r.

Początkowo w obozie znajdowały się trzy drewniane baraki: barak rozbieralni, barak pełniący funkcję fryzjerni oraz komora gazowa. W późniejszym okresie powstały ponadto baraki mieszkalne dla więźniów żydowskich, pralnia, szwalnia, a także pomieszczenia przeznaczone dla strażników.

Diorama/model jest rekonstrukcją pierwszych zabudowań obozu zagłady w Bełżcu. Zdjęcie jest utrzymane w sepii. Widoczne są tu budynki obozowe, w tym: tory kolejowe, rampa wyładunkowa, budynek z komorami gazowymi, budynek fryzjeri oraz rozbieralni. Diorama oddaje układ i wygląd pierwszych zabudowań obozu.
Wizualizacja pierwszych zabudowań na terenie obozu zagłady w Bełżcu

W pierwszej fazie funkcjonowania obozu, wiosną 1942 r., na jego teren jednorazowo mogło wjechać od ośmiu do dziesięciu wagonów z deportowanymi. Na przełomie czerwca i lipca 1942 r. Niemcy przeprowadzili rozbudowę obozu. W jej wyniku poszerzono rampę kolejową, co umożliwiało jednoczesny wjazd do dwudziestu wagonów, a także wzniesiono murowany budynek komory gazowej, wyposażony w sześć pomieszczeń do uśmiercania ofiar. Przez pewien czas w obozie funkcjonowała też kolejka wąskotorowa, ułatwiająca transport zwłok z komór gazowych do dołów śmierci.

Komendantura, garnizon SS oraz magazyny na zrabowane mienie żydowskie znajdowały się poza terenem obozu, w budynkach należących do kolei.

Metalowy podkład kolejki wąskotorowej, ustawiony pionowo na jasnym, jednolitym tle. Przedmiot ma formę ciężkiej, prostokątnej płyty wykonanej z ciemnego, chropowatego żeliwa lub stali z widocznymi śladami korozji i wżerów. Na bocznej krawędzi widnieje biały napis inwentarzowy „PMM-B-2”. Konstrukcja podkładu zawiera charakterystyczne wyżłobienia i otwory montażowe: po lewej stronie znajduje się jeden większy, owalny otwór, natomiast po prawej dwa mniejsze, prostokątne wycięcia.
Podkład kolejki wąskotorowej odkryty podczas badań archeologicznych na terenie poobozowym

Załoga SS

W skład załogi wchodziło co najmniej 37 esesmanów – w tym 35 Niemców i 2 Austriaków. Jednorazowo na terenie obozu przebywało od 15 do 20 funkcjonariuszy. Pierwszym komendantem obozu był Christian Wirth, odpowiedzialny za organizację i doskonalenie systemu jego działania. Od 1 sierpnia 1942 r. funkcję tę przejął Gottlieb Hering, który pełnił ją do momentu likwidacji obozu. Obaj komendanci przed wojną służyli w policji oraz uczestniczyli w akcji eutanazji osób niepełnosprawnych, prowadzonej pod kryptonimem „T4”.

Czarno-biały portret mężczyzny w okularach ubranego w niemiecki mundur.
Gottlieb Hering

Załogę pomocniczą stanowili strażnicy rekrutujący się spośród jeńców sowieckich, w większości narodowości ukraińskiej. Wśród nich znajdowali się również volksdeutsche, etniczni Rosjanie oraz osoby innych narodowości, pochodzące z terytorium ZSRR.

Siedmiu mężczyzn w mundurach, jeden z mężczyzn z mandoliną, w tle drewniany mały budynek.
Załoga strażników z Trawnik przed bramą wjazdową do obozu zagłady w Bełżcu.

Transporty więźniów

Pierwsze transporty z deportowanymi do obozu zagłady w Bełżcu przybyły 17 marca 1942 r. – rano z getta w Lublinie, a po południu ze Lwowa. Od tego dnia aż do połowy grudnia 1942 r. do Bełżca regularnie kierowane były kolejne transporty. Ich liczba nie była jednak równomierna. Największe nasilenie deportacji nastąpiło latem 1942 r. w następstwie rozkazu Reichsführera SS Heinricha Himmlera o zakończeniu likwidacji gett na obszarze Generalnego Gubernatorstwa.

W krótkim okresie funkcjonowania obozu można wyróżnić dwie zasadnicze fazy deportacji: pierwszą – od marca do czerwca 1942 r., oraz drugą – od lipca do grudnia tego samego roku. Łącznie do Bełżca skierowano co najmniej 179 transportów, z czego 59 w pierwszej fazie i 120 – w drugiej.

Transporty przyjmowano zazwyczaj w trakcie dnia. Pociągi, które docierały w późnych godzinach popołudniowych lub nocnych, pozostawały pod strażą na stacji kolejowej do rana.

Zdjęcie w sepii, portret jedenastoosobowej rodziny; w pierwszym rzędzie na środku starszy mężczyzna w garniturze, obok dwie ciemnowłose kobiety ubrane na czarno z naszyjnikami z pereł, pomiędzy nimi dzieci (dziewczynka i dwóch chłopców), ostatni rząd, trzech mężczyzn i dwie kobiety - jedna starsza ubrana na czarno, młodsza uśmiechnięta ubrana na biało.
Rodzina Frimów, Przemyśl 1934 r. Stoją od lewej: Artur, Józefina, Adolf, Dora, Leon; poniżej od lewej: Eleonora, Henryk, Karol; siedzą od lewej: Fryderyka, Solomon, Lola. Józefina, Adolf, Dora, Karol i Solomon nie przeżyli wojny.

Więźniowie

Wszystkie prace fizyczne na terenie obozu wykonywali Żydzi wyselekcjonowani po przybyciu transportów. Początkowo nie istniały zorganizowane komanda robocze – więźniowie byli mordowani po wykonaniu przydzielonych im zadań. Dopiero z czasem, z inicjatywy pierwszego komendanta, utworzono stałe grupy robocze.

Więźniowie byli angażowani w prace związane z obsługą transportów – w proces przyjmowania deportowanych, segregację mienia należącego do ofiar, ścinanie włosów kobietom i dziewczętom, a także usuwanie złotych zębów. Do ich zadań należało ponadto wyciąganie ciał z komór gazowych, kopanie grobów masowych i grzebanie zwłok. Więźniowie zobowiązani byli również do utrzymywania maskującego ogrodzenia obozu poprzez regularną wymianę drzew iglastych.

Grupa pięciu osób (dwie kobiety, trzech mężczyzn) ubranych w cywilne ubrania na lewej ręce widoczna jasna opaska, na drugim planie rzędy drewnianych baraków.
Więźniowie żydowscy

Mechanizm eksterminacji

System funkcjonowania obozu w Bełżcu został zorganizowany w taki sposób, aby zmaksymalizować tempo uśmiercania ofiar. Sprawcom zależało na jak najszybszym rozładunku i obsłudze transportów, zgodnie z procedurami opracowanymi przez pierwszego komendanta – Christiana Wirtha.

Czarno-biały portret starszego mężczyzny  w okularach w niemieckim mundurze.
Christian Wirth

Proces zagłady trwał zazwyczaj od dwóch do trzech godzin i obejmował wszystkie etapy – od wjazdu wagonów na rampę obozową po umieszczenie ciał w grobach masowych.

Nie wszyscy ginęli w komorach gazowych – małe dzieci, osoby chore, z niepełnosprawnościami oraz te, które próbowały stawiać opór były zabijane przy użyciu broni palnej w miejscu zwanym „Lazaretem”.

Prostokątny model budynku, drewniany płot przez wejściem, napis: Bade und Inhalation oraz znak: Gwiazda Dawida, dach częściowo odsłonięty ukazujący prostokątne pomieszczenia, dookoła drzewa bez liści.
Model przedstawiający komory gazowe znajdujący się na wystawie w Muzeum i Miejscu Pamięci w Bełżcu.

Palenie ciał zamordowanych

Przez pierwsze miesiące zwłoki były składowane w grobach masowych. Proces rozkładu martwych ciał przebiegał bardzo szybko, a zastosowane w celu jego spowolnienia metody nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Ostatecznie wprowadzono ruszty do spalania zwłok, wykonane z szyn i podkładów kolejowych. Stosy ciał płonęły nieprzerwanie, przez całą dobę, od jesieni 1942 do wiosny 1943 r., a ich liczba wahała się od trzech do pięciu jednocześnie.

Kolorowy obraz, w centrum 5 aktywnie palących się stosów spaleniskowych, na przeciwko kopce z usypanych popiołów,  na pierwszym planie drewniane kolorowe baraki, po lewej wysoki żywopłot z drzew iglastych przed nim długie tory kolejowe.
Obraz namalowany w latach 60. XX w. przez Wacława Kołodziejczyka, mieszkańca Bełżca, ukazujący palenie zwłok w czasie likwidacji obozu zagłady w Bełżcu

Ofiary

W obozie zagłady w Bełżcu zamordowano co najmniej 434 508 osób. Ofiarami byli przede wszystkim polscy Żydzi deportowani z trzech dystryktów Generalnego Gubernatorstwa: lubelskiego, krakowskiego i Galicji, a także Żydzi zagraniczni, przewożeni na okupowane ziemie polskie z terenów III Rzeszy, z Protektoratu Czech i Moraw oraz Słowacji. Zdecydowana większość deportowanych została zgładzona natychmiast po przybyciu do obozu, bez jakiegokolwiek rejestru – nie sporządzano bowiem list transportowych ani ewidencji więźniów. Oprócz ludności żydowskiej w Bełżcu życie straciła stosunkowo niewielka liczba Romów oraz Polaków

Portret wielopokoleniowej rodziny, w pierwszym rzędzie mężczyzna i kobieta w średnim wieku, kobieta ubrana na biało.

Zakończenie funkcjonowania obozu

Około połowy grudnia 1942 r. załoga obozowa zakończyła przyjmowanie transportów i przystąpiła do likwidacji infrastruktury. Do czerwca 1943 r. zniszczono wszystkie budynki oraz wyposażenie obozowe, a teren splantowano i zalesiono w celu zatarcia śladów zbrodni. Ostatnia grupa więźniów została deportowana 26 czerwca 1943 r. do obozu zagłady w Sobiborze. Po przybyciu na rampę tego obozu doszło do buntu więźniów z Bełżca, w wyniku którego zostali oni natychmiast rozstrzelani.

Kamień z przymocowaną do niego czarną tabliczką z napisem: Ku pamięci żydowskich więźniów Sonderkommando z obozu zagłady w Bełżcu zamordowanych na rampie obozu w Sobiborze w czerwcu 1943 r. Muzeum-Miejsce Pamięci w Bełżcu. Pod spodem angielskie tłumaczenie napisu. Po lewo biały znicz, na kamieniu ułożony biały mały kamień.
Kamień Pamięci upamiętniający zamordowanych w obozie zagłady w Sobiborze więźniów obozu zagłady w Bełżcu (Muzeum i Miejsce Pamięci w Sobiborze).

Ocalali

Zgodnie z niemieckimi założeniami wszyscy deportowani do obozu zagłady w Bełżcu byli przeznaczeni na śmierć. Niektórzy z więźniów mogli liczyć na czasowe przedłużenie życia poprzez wyznaczenie do pracy w różnych grupach roboczych. Kilka osób zdołało uciec, ale po zakończeniu wojny jedynie dwóch byłych więźniów złożyło pisemne świadectwa – byli to Rudolf Reder (1881–1977) oraz Chaim Hirszman (1912–1946). Reder został deportowany do Bełżca ze Lwowa w wyniku tzw. wielkiej akcji sierpniowej, natomiast Hirszman wraz z żoną i półtorarocznym synem został przywieziony w listopadzie 1942 r. z Zaklikowa. Rederowi udało się zbiec pod koniec listopada 1942 r., kiedy to członkowie niemieckiej załogi zabrali go do Lwowa, m.in. w celu zakupu blachy. Z kolei Hirszman uciekł w czerwcu 1943 r. z transportu kolejowego przewożącego więźniów z Bełżca do SS-Sonderkommando Sobibor.

Po lewej stronie znajduje się portret Chaima Hirszmana jako młodego mężczyzny. Ma ciemne, lekko kręcone włosy i orzechowe oczy. Jest ubrany w ciemny garnitur i krawat. Patrzy wprost w obiektyw. Po prawej stronie znajduje się portret Rudolfa Redera jako starszego mężczyzny. Ma siwe włosy, wąsy i migdałowe oczy. Jest ubrany w ciemny garnitur i krawat. W kieszeni marynarki widać chusteczkę.
Chaim Hirszman i Rudolf Reder